Nasza historia – od poznania do wyjazdu w świat

Odkąd zaczęliśmy intensywnie prowadzić konto na Instagramie, coraz częściej pojawiają się pytania o nasze studia, prace czy motywację do wyjazdu w tak długą podróż. To zrozumiałe – ja też lubię wiedzieć, kogo obserwuję i komu poświęcam swój cenny czas 😁 Kiedy w ubiegłym miesiącu zapytaliśmy Was na story, czy bylibyście chętni na bardziej lifestylowe treści na naszym blogu, wszyscy zgodnie odpowiedzieliście, że TAK! Mało tego – pisaliście, że na co dzień znacznie chętniej sięgacie po tego typu treści niż wpisy podróżnicze. Te pierwsze ponoć bardziej pasują do porannej kawy 😉 Dlatego postanowiłam spróbować i na pierwszy ogień biorę naszą historię. To taki skrót wydarzeń od poznania do momentu wyjazdu – prawie 8 lat w pigułce 😉

Jak się poznaliśmy?

Uprzedzam – nie będzie to ani romantyczna historia, ani nawet zakochanie od pierwszego wejrzenia 🙈 Poznaliśmy się, kiedy ja byłam w II, a Dejw III klasie liceum. W październiku 2011 roku Politechnika Wrocławska ruszyła z kolejną edycją Studium Talent – matematycznego kursu dla licealistów wybierających się na studia ścisłe. Zajęcia odbywały się przez kilka miesięcy w każdą sobotę o nieludzkiej 7:30 🤯 Oboje co tydzień dojeżdżaliśmy na ten kurs – ja 20 km z rodzinnej miejscowości, Dejw ze znajomymi ze swojej szkoły z woj. opolskiego. Na wstępnych zajęciach przy uzupełnianiu kwestionariusza Dejwa kolega pożyczył ode mnie długopis i tak to się zaczęło. Szybko się z Dejwem polubiliśmy, zaczęliśmy spotykać poza kursem, a pół roku później dałam mu kosza 🙈 Do tej pory (serio!) wypomina mi, że go nie chciałam 😂 Koniec końców w krótkim czasie nasze drogi ponownie się zbiegły 😉

Pierwsze wspólne wakacje

Po zakończonym kursie i zdanej maturze przed Dejwem stanęła wizja najdłuższych wakacji w życiu. To idealny czas na zarobienie pierwszego hajsu, szczególnie przed rozpoczęciem życia studenckiego. Z pomocą ciotki udało mu się znaleźć pracę w polskiej firmie w Anglii i tym sposobem pracował przez 2 miesiące na budowie. Mało rzeczy wywołuje w nas takie łzy śmiechu jak właśnie wspomnienie Dejwa udającego malarza/stolarza/budowlańca 🤣 

Wpadliśmy na pomysł, że wykorzystamy obecność Dejwa za granicą i spędzimy w Anglii kilka dni wakacji. Jedyne co musiałam zrobić, to do niego dojechać. Lot nie wchodził w grę, bo po pierwsze znacznie wykraczał poza mój budżet, a po drugie – nigdy wcześniej nie leciałam samolotem 😱 Nie chciałam swojego pierwszego razu odbywać w samotności. Po ponad 20 godzinach jazdy autokarem, dojechałam do Londynu. Z wypchaną po brzegi konserwami i Nutellą torbą, byliśmy gotowi na budżetowe kilka dni wakacji 😁 Dejwa tata załatwił nam darmowy nocleg u swojego znajomego. Takiego mieszkaniowego survivalu nie przeżyliśmy nawet w Azji 😂 Połowę swojego zarobku Dejw przeznaczył na bilety do muzeum Madame Tussauds i nocną przejażdżkę w kapsule London Eye 🙈 Serio, po podliczeniu kosztów dojazdu do Anglii, wynajmu pokoju, jedzenia itp., okazało się, że zdecydowanie bardziej opłacało mu się zostać w Polsce i podjąć jakiejkolwiek pracę na miejscu… Ach ta praca u Polaków za granicą! Pocieszający jest za to fakt, że zostały nam fajne wspomnienia z pierwszej, podróżniczej przygody 😁

Czasy studenckie, praca

Po wspólnych wakacjach w Anglii, Dejwa czekał I rok studiów, a mnie klasa maturalna. Dejw przeprowadził się wtedy do Wrocławia i razem z trzema kolegami wynajmowali dwupokojowe mieszkanie. Studiował Informatykę na Politechnice Wrocławskiej. Ja przez cały okres liceum dojeżdżałam do szkoły z mojej rodzinnej miejscowości, spędzając grubo ponad 2 h dziennie w autobusach. Zawsze wykorzystywałam ten czas na naukę do bieżących kartkówek – w domu ciężej było się zmotywować 😁

Po mojej maturze w maju 2013 r. i Dejwa I roku studiów, postanowiliśmy pójść razem do pracy. Myśleliśmy o wyjeździe za granicę, ale nie byliśmy pewni czy uda nam się znaleźć jakąś opcję poza tymi oferowanymi przez agencje. Z pomocą przyszła nam osoba z dalszej rodziny Dejwa (pozdrawiamy Marcelę 😘), która od dłuższego czasu mieszkała w Anglii. Dzięki swoim znajomym załatwiła nam pracę w wypasionym obiekcie restauracyjno-hotelowym na brytyjskiej wsi. Naszym zadaniem była obsługa klientów restauracji podczas posiłków, przyjęć weselnych oraz spotkań biznesowych. Spędziliśmy tam prawie 3 miesiące pracując często na dwie zmiany. W wolne dni (jeden lub dwa razy w tygodniu) jeździłam też sprzątać domy albo prasować ubrania do indywidualnych klientów. Mimo, że zdecydowanie przesadzaliśmy wtedy z ilością pracy, tę przygodę wspominamy bardzo pozytywnie. Udało nam się naprawdę sporo zarobić, a przy okazji zrzucić po kilka kg 😁 Ponownie odwiedziliśmy też Londyn (oddalony jakieś 30 km od naszego miejsca pracy) oraz często spacerowaliśmy do pobliskiego Ascot. 

W październiku 2013 r. rozpoczęłam studia na tej samej uczelni co Dejw, na kierunku Energetyka. Bardzo dobre wyniki matur pozwoliły mi wybrać w zasadzie każdy kierunek, jaki mi się marzył, a ja wybrałam Energetykę. No cóż… Nie była to przemyślana decyzja. Kiedyś napiszę Wam więcej o mojej przemianie – jak od kujonki ze średnią 5,8 przeszłam do hejterki edukacji 😂 Od początku studiów zaczęłam pracować udzielając korepetycji z matematyki. Była to dla mnie wygodna opcja zarobku, bo godziny zajęć z uczniami dostosowywałam do swojego grafiku na uczelni. Poza tym od zawsze uwielbiałam uczyć innych, więc zarabiałam na tym, co naprawdę sprawiało mi przyjemność. Jedynym minusem był marnowany czas na dojazdy do uczniów, no ale nie można mieć wszystkiego 😁 W tym samym roku Dejw zaczął pobierać stypendia naukowe, a po skończonym II roku studiów zaczął płatny 3-miesięczny staż w Volvo IT. 

W następnych latach nie działo się nic szczególnego – pracowaliśmy i studiowaliśmy. Na III roku studiów Dejw rozpoczął “prawdziwą” pracę jako programista. Ja po 1,5 roku na Polibudzie, zmieniłam uczelnię i zaczęłam studiować to, co tak naprawdę od początku chciałam, czyli Finanse i Rachunkowość na Uniwersytecie Ekonomicznym. 

Wspólne zamieszkanie

Jak wspominałam, podczas I roku studiów Dejw współdzielił pokój z kolegą. Dwa następne lata wynajmował “jedynkę”, co roku przeprowadzając się w obrębie Wrocławia. Ja nadal byłam zdana na autobusy do i z Wrocławia, co zrobiło się dla mnie dość uciążliwe. Wyjeżdżałam po 6stej rano, a przez zajęcia na uczelni i korepetycje, często wracałam koło 20stej. Było to powodem, dla którego zaczęłam rozglądać się za pokojem na wynajem we Wrocławiu. Kiedy rozeznałam się w cenach, okazało się, że korzystniej byłoby nam zamieszkać razem. Na kawalerkę wydawalibyśmy tyle samo, ile łącznie na dwa osobne pokoje jedynki, a komfort życia we własnym, małym mieszkanku byłby bez porównania wyższy. Tym sposobem w styczniu 2015 roku, po 3,5 roku znajomości, zamieszkaliśmy razem w skromnej kawalerce 😁 

Kilka razy zmienialiśmy adresy, ale zawsze był to Wrocław. W pierwszej kawalerce spędziliśmy 1,5 roku, w kolejnej prawie 2 lata, a naszym ostatnim miejscem do życia było dwupokojowe mieszkanie, w którym mieszkaliśmy do momentu wyjazdu (czerwiec 2019 r.). Posiadanie “swojego” mieszkania było też kluczowe pod kątem mojej pracy. Dzięki temu, że miałam warunki do przyjmowania uczniów, nie musiałam już tracić czasu na dojazdy do nich. Od 2015 r. prowadziłam już zajęcia w domu (z małymi wyjątkami).

Wspólne podróże

Już wiecie, że naszym pierwszym wspólnym wyjazdem za granicę była Anglia. Jednak pierwszy prawdziwy urlop spędziliśmy, a jak!, na ol ekskjuzmi w Egipcie! 😁 To był wrzesień 2014 r., wyjazd z biurem podróży. Z racji tego, że nasz budżet był ograniczony, do ostatniej chwili czekaliśmy na dobrą ofertę last minute. Chociaż sam obiekt hotelowy, krajobrazy i pogoda w Egipcie były fantastyczne, po 2-3 dniach poczuliśmy, że to totalnie nie nasz klimat. Leżenie plackiem na plaży, jedzenie nie mające nic wspólnego z lokalnym, posiłki o wyznaczonych porach – nie nasz klimat. 

Egipt 2014

W sierpniu 2015 r. pojechaliśmy autem na kilka dni do Budapesztu. W marcu 2016 r. odwiedziliśmy jedną z Wysp Kanaryjskich – Fuerteventurę. Mimo, że ponownie wybraliśmy opcję z biurem podroży (nie mam pojęcia dlaczego! 🤯), to na miejscu wypożyczyliśmy auto i zwiedziliśmy wyspę na własną rękę. W międzyczasie zdążyliśmy pojechać też do Berlina, Karpacza, Zakopanego, w Bieszczady oraz do Gdańska. Naszym pierwszym dużym wyjazdem na własną rękę była Tajladnia w grudniu 2017 r. Spędziliśmy tam ponad dwa tygodnie i poczuliśmy, że to jest totalnie nasz styl podróżowania 😍 Wolność, mały bagaż, tanie i wszędzie dostępne jedzenie, mili ludzie, piękne krajobrazy – od razu zakochaliśmy się w Tajlandii! W czerwcu 2018 r. pojechaliśmy na Majorkę, dwa miesiące później do Toskanii. W 2019 r. wyskoczyliśmy na dłuższy weekend do Szwecji. 

Decyzja o podróży bez końca

Pierwsze nieśmiałe plany wyruszenia w podróż bez końca pojawiły się u nas pod koniec lata 2018 r. Jak widzicie po wcześniejszym podpunkcie, nie byliśmy jakimiś zapalonymi podróżnikami, ale na naszą decyzję złożyło się wiele czynników. Napiszę kiedyś o tym post, bo myślę, że to jedna z ciekawszych historii, którą możemy się z Wami podzielić 😉 Teraz w skrócie nadmienię, że zainteresowanie się tematyką rozwoju osobistego i produktywniejsze spędzanie wolnego czasu, otworzyły nam oczy na wiele spraw. Zaczęliśmy czytać mądre książki, słuchać przydatnych podcastów, ogarnęliśmy finanse osobiste i to wszystko przyczyniło się do tego, że zamarzyliśmy o Życiu (celowo przez wielkie Ż!). Wiem, że brzmi to banalnie, ale naprawdę nabraliśmy ochoty na pełne, kolorowe, odważne Życie na naszych zasadach. Czy można wieść takie w Polsce? Pewnie, że tak! Nie trzeba od razu wyjeżdżać w podróż z plecakiem! My, w przypływie tych pozytywnych wibracji, postanowiliśmy po prostu pójść na całego. Zapragnęliśmy wyjścia z bezpiecznego kokonu, odsunięcia na bok rutyny i komfortu dnia codziennego.    

Ten pomysł jednak dalej pozostawał w sferze marzeń i chyba sami do końca nie wierzyliśmy, że mentalnie stać nas na taki krok 😁 Decydujący okazał się drugi urlop w Tajlandii (grudzień 2018 r.). Leżeliśmy na pięknej plaży na wyspie Yao Noi zachwycając się widokami, jedzeniem, pogodą… Wtedy nas olśniło, że przecież my to wszystko możemy mieć. Może nie od razu wyspę 😂, ale możemy tu przyjechać i dłużej pomieszkać, zwiedzać cały świat, spróbować innego życia. Wracaliśmy z tego 3-tygodniowego urlopu w pełni zmotywowani, nastawieni na wyjazd w 2019 r. – bez biletu powrotnego, bez terminu końcowego.

Potajemny ślub

Prawdopodobnie najbardziej przypałowa rzecz, jaką w życiu zrobiliśmy 🙈 W związku z wyjazdem postanowiliśmy wziąć ślub cywilny. Doszliśmy do wniosku, że podczas tak długiego, kilkuletniego wyjazdu “może się przydać”. Dziurę w głowie kręciła nam tylko wizja tego dnia. Jeśli wybralibyśmy scenariusz z zaproszeniem najbliższej rodziny (rodzice + rodzeństwo), nie obyłoby się bez jakiegoś mini przyjęcia, chociażby wspólnego obiadu. Nie był to dla nas żaden problem, ale znam moją rodzinę i wiem, że takie wydarzenie nie obyłoby się bez grubych prezentów. Nie chcieliśmy też stawiać rodziców w niekomfortowej być może sytuacji, kiedy czuliby presję “tradycyjnego” obdarowywania młodych kasą na start nowego życia. Nie czułam też potrzeby wydawania kasy na suknię ślubną, fryzjera czy makijażystkę, co mogłoby okazać się przez innych niezrozumiałe. To oczywiście tylko część powodów, które skutecznie odciągnęły nas od wizji ceremonii z gośćmi. Postanowiliśmy, że ślub weźmiemy w tajemnicy, nikogo o tym nie informując. Potrzebni byli jednak świadkowie. Długo się nie zastanawiając, poprosiliśmy o to naszych nowych, wspólnych znajomych, z którymi widzieliśmy się raptem 2 czy 3 razy. Na szczęście tyle wystarczyło, żeby stwierdzić, że Paula i Bartek to super ziomki 😍

Ślub 2019

Tym sposobem nasz ślub odbył się 5 kwietnia 2019 r. w piątkowy poranek, w gronie świadków. Nie było sukni ślubnej, wiązanki, ani nawet obrączek! Po 7 latach znajomości i ani jednym dniu bycia narzeczeństwem 😁, zostaliśmy mężem i żoną. Po swojemu, na własnych zasadach 💪

Wyjazd z Polski

Planowany wyjazd z Polski na czas nieokreślony wymagał załatwienia wielu formalności (szczepienia, sprzedaż auta, wypowiedzenie umowy najmu mieszkania itp.). Pozostała też kwestia zorganizowania pracy zdalnej. Ustaliliśmy, że do czasu, kiedy będziemy mogli sobie na to finansowo pozwolić, ja zajmę się wiciem naszego gniazdka w sieci. Nie byłam jednak przekonana czy odnajdę się w tych wszystkich blogach i Instagramach, dlatego dla własnego komfortu potrzebowałam planu B. Padło na coś, co siedziało w mojej głowie już od dawna, czyli własny kurs online przygotowujący licealistów do matury z matematyki. Jeszcze przed wyjazdem udało mi się nagrać i wypuścić jego pierwszą część. Formuła zdała egzamin, więc byłam spokojna. W przypadku Dejwa poszło jeszcze łatwiej. Znalezienie pracy zdalnej w jego branży nie jest wielkim problemem. Od kwietnia 2019 r. zaczął pracę w 100% zdalną na stanowisku programisty, co wiązało się z założeniem własnej działalności gospodarczej.

W międzyczasie ustaliliśmy, że wyjedziemy z Polski w sezonie letnim. Te kilka miesięcy dały nam komfort spokojnego załatwiania wszelkich spraw i dodatkowy czas na oszczędzanie przed podróżą. Na start postanowiliśmy spełnić nasze wspólne marzenie, czyli wreszcie pojechać na Kaukaz. Kupiliśmy bilet na 13. czerwca do Gruzji, a potem już nie było planów 😉

Podsumowanie

Uf, to był długi wpis! Jeśli komuś udało się dobrnąć do końca, to bardzo mi miło! Zdaję sobie sprawę, że wiele tematów przedstawiłam tu bardzo krótko i płytko, ale inaczej ten wpis byłby książką 😁 Mi samej podczas jego pisania wpadło do głowy kilka pomysłów na oddzielne posty, które na pewno będą sukcesywnie powstawać.

Mam nadzieję, że dowiedzieliście się o nas czegoś nowego, czegoś ciekawego. Jeśli macie jakieś pytania, albo chcielibyście przeczytać post o którymś z tematów, który tutaj tylko krótko nadmieniłam, zostawcie komentarz, albo napiszcie do nas na Instagramie!